niedziela, 15 listopada 2020

"Zeskrobuję zeschły brud z dłoni tępym nożem" Maria Piątek / Małgorzata Wielek M.

 Zapraszamy na stronę wydarzenia na FB do oglądania relacji filmowej z tworzenia muralu rysunkowego na ścianach galerii Ta3.

Link do wydarzenia:

https://www.facebook.com/events/710193342927585

"Zeskrobuję zeschły brud z dłoni tępym nożem" Maria Piątek / Małgorzata Wielek M.

Tekst kuratorski: 

Monika Weychert

Kiedy myślę o twórczości obu artystek, w moim umyśle pojawia się feeria barw, energetyczny przekaz, który ożywia i burzy krew w żyłach: może leczyć a jednocześnie może doprowadzić do stanu wyczerpania: nudności, wymiotów, zaburzeń świadomości czy stanów delirycznych – niczym archaiczna terapia elektrowstrząsami. Przypomina mi się też, przy okazji oglądania tych obrazów, wiele określeń z lekcji biologii w podstawówce: pączkowanie, larwy, wykluwanie, wije, nibynóżki, mady. Pojawiają się też bohaterki dzieciństwa, (super)bohaterki i ikony pop-kultury, choćby Myszka Mickey, która była dla nas nieco chłopcem, nieco dziewczynką – po prostu reprezentowała dziecięcość, w swoim najbardziej spryciarskim wydaniu. Bohaterki_owie obrazów to postaci niejednoznaczne: jednorożec spogląda to w stronę jelenia, to w stronę Pikachu, wciąż nie wiedząc do jakiego porządku przynależy. Pikachu zaś błyska jak piorun na niebie i piszczy jak przerażona myszka – groźny i strachliwy jednocześnie. W dziele hybrydycznym zawsze istotne jest to, że dochodzi do zespolenia dwóch różnych porządków. To charakteryzuje prace obu twórczyń. Jak w koncepcji „obrazu-zdania” Jacquesa Rancière’a, gdzie „zdanie nie jest tym co wypowiadalne a obraz nie jest tym co widzialne” - jest zaś relacją między tym co wypowiedziane i niewypowiedziane. Jednak właśnie takie „obrazy-zdania” mogą „ożywić nową wrażliwość na znaki i ślady wspólnej historii i wspólnego świata”. Rancière wskazuje też na techniki, które podtrzymują „zdaniowość” rozumianą jako relację między elementami: fragmentację, kolaż, montaż. Przy czym montaż ten może przybierać formy dialektyczne i symboliczne (z tym, że żaden tych dwu modeli nie pozostaje w izolacji a obrazy-zdania są zawieszone między nimi). Jak pisał: „Maszyna tajemnicy jest zatem maszyną do tworzenia tego, co wspólne, służy nie do przeciwstawiania sobie różnych światów, lecz do inscenizowania, za pomocą najbardziej nieoczekiwanych sposobów, ich współprzynależności” („Estetyka jako polityka”).

Taką zasadą kieruje się projekt Art Tandem, którego wystawa jest drugą odsłoną. Cytując tytuł jednej z prac Małgorzaty Wielek-M. Jedne języki się mieszają (2018). Dwie artystki wspólnie zapełniły niewielką przestrzeń Galerii Ta3 swoimi rysunkami, które trochę ze sobą konkurują a trochę się przenikają, wchodząc w dialog. Należy dodać, że jest to spotkanie pod znakiem elektryzującej błyskawicy. Chyba nikt, na etapie planowania tego wydarzenia, nie przypuszczał, że sprawczość, siostrzeństwo i moc spotkania kobiet staną się w tym czasie tak aktualne. Zatem i tu wypada oddać głos samym autorkom, które komentując własną twórczość przy okazji innych projektów wystawienniczych napisały m.in.: Maria Piątek – „(…) Jestem tym, kogo znam i tym, kogo znają i kogo oczekują inni. Dwoistość przekazu jest tym głębsza im większy jest rozdźwięk między mną a planem odbioru mnie. Obraz staje się terytorium, gdzie następuje konfrontacja możliwych opisów wielu moich rzeczywistości kreowanych nie tylko przeze mnie. Bywa też próbą uzgodnienia kompromisu między mną a światem, choć całkowite uzgodnienie i wyjaśnienie nie jest właściwie możliwe. Może najważniejsze jest to, aby dochodziło do konfrontacji pozwalających dostrzec, że całkowita jedność nie istnieje. Zawsze jesteśmy kimś jednym i kimś innym jednocześnie, a jedyna równowaga to ta „pół na pół”, nawet, a może właśnie szczególnie wtedy, gdy się na to nie zgadzamy (…)”; Małgorzata Wielek-M. – „(…) to jak wycieczka, po której trudno się spodziewać konkretnego efektu, bez oczekiwań, wszystko na żywo, spontanicznie. Odkrywanie, grzebanie, odklejanie kolejnych warstw aż do krwistego mięsa. Przez podziemia świadomości, potok myśli i chorych wizji. Ten proces to najdoskonalszy stan gdzie artysta jak przekaźnik lepi coś łączącego mroczne rejony z doskonałą formą dobra. Wszystko to w takt muzyki, która jest motorem i narzędziem transu. Ona nadaje rytm i kierunek, współtworzy światy (…)”.

Mówienie o transie jest tu nie od rzeczy, gdyż owe „obrazy-zdania” pochłonęły ściany niczym w wyniku pisania ikon czy pisania automatycznego. Tym razem są czarne, pozbawione barw. Stały się narzędziem przekroczenia własnych konwencji a zarazem są „cytatami” z wcześniejszych prac; sposobem na eksplorowanie podświadomości, a może wyższych poziomów, kiedy to wykorzystuje się procesy całkowicie nieświadome; medytacją; uchyleniem mistycznych bram. Kobiety piszą siebie tu i teraz, bez żadnych ograniczeń! Zniknęły ramy obrazów i granice między nimi samymi. Czyste écriture féminine staje się także – tak potrzebną do wprowadzenia zmian społecznych – poetyką różnicy płci. Jak pisała Hélène Cixous, już prawie pół wieku temu, w „Uśmiechu Meduzy”: „My, przerośnięte dzieci, odepchnięte od kultury, piękne usta zatkane kneblem, puchy marne, przerwane westchnienia, my: labirynty, drabiny, stratowane ziemie; my, okradzione — jesteśmy „czarne” i jesteśmy piękne. Jesteśmy niepohamowane, to, co nasze, odłącza się od nas, nie osłabiając nas: nasze spojrzenia biegną w dal, nasze uśmiechy spływają łatwo, śmiech całą gębą, krew cieknie i my rozlewamy się, ale nie wycieńczając się, nasze myśli, nasze znaki, nasze pisma, nie powstrzymujemy ich i nie obawiamy się, że chybią. (…) Nam, przybyłym spoza czasu, kto może czegokolwiek zabronić, od chwili gdy już zabrałyśmy głos?  (…) Kiedy piszę, to wszystko czego nie wiemy, kim powinniśmy być, wypisuje się ze mnie, bez ograniczeń, bez przewidywań, i wszystko czym my będziemy nas woła do niestrudzonej, upajającej, nigdy nie sytej pogoni za miłością. Zawsze na siebie natrafimy”.

 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz